
|
trwa inicjalizacja, prosze czekac...
|



|
Witraże
Artykuł o przygotowywanym nowym tomiku wierszy"Witraże"
Pobierz tomik "Witraże" (plik PDF) O autorce |





Niepokój
do wynajęcia
Jak cień przy mnie tkwiący,
Raz duży, to znów mały,
Mieści się w czterech ścianach,
Tylko czasem wychodzi.
Niepokój
Czy słońce zaświeci,
Telefon zadzwoni,
Czy jesteś gdzieś tylko dla mnie,
Czy będę zawsze obijać się
O ściany samotności ?
Odstąpię tanio,
Za grosik.

Zaproszenie
Nieznany
przechodniu
wejdż
w pochmurny dzień
na filiżankę aromatycznej goryczy.
Kiedy deszcz rozpłacze się za oknem,
wstąp
na łyk herbacianej melancholii.
Wejdż
perłowym zmierzchem,
na strumień blasku lampy
i pozostań.
Bez Ciebie
Przerzucam
stronice,
myśl biegnie do nikąd,
zieleń wiosenna sarzeje
i ptak zmartwiał w kalinie,
wiatr nie śpiewa serenad
i walc nie wiruje,
gdy nie ma ciebie.

Czekaj
Przejdę
bosa po kroplach rosy
będę w ogrodzie
w woni bzów i konwalii
białoliliowa
wyjdę z mokrej bryzy
otulona pianą
w nostalgii nokturnu
spłyne nocą
w gwiażdzisty szal odziana

Adamowi
Poznaliśmy
sie na ulicach miasteczka,
w ławkach tej samej klasy,
w karnawałowym walcu na prywatce.
Wchodziliśmy z Meldelssohnem
na stopnie ołtarza,
robiliśmy prawo jazdy na dziecięcy wózek.
Kłóciliśmy się o spóżniny obiad,
porozrzucane skarpetki,
spektaktl teatralny,
do dnia
przerwanej w pół słowa rozmowy,
rozlanej herbaty,
okrzyku dziecka.
Odszedłeś z wykiem syren,
zamknołeś drzwi skamieniałej
z przerażenia ciszy.


Na granitową płytę kładę
kwiatek
chabru,
błękitny
jak twoje spojrzenie.
W cmentarnej szarości samotna
wśród kopczyków kryjących
małe skończone życia,
pytam bezgłośnie ,
dlaczego ty
córeczko?

Miałam
kiedyś szczęście,
którego nie było,
miałam miłość,
co sie nie zdarzyła,
miałam tez bogactwo
w dziurawej kieszeni
i cierpienie miałam
na własna miarę.

Na przekór
Poczełam
się
w miłosnym uniesieniu,
urodziłam
przeciw chęcią,
żyję wbrew ludziom,
idę
przez życie samotnie.

Na
skraju puszczy
w kościóku
co w drewniane ściany
polne wiatry łapie
pachnącym
ziołami
i czasem
odmierzanym przez wieki
ukołysany
szeptem
lip stuletnich
zatroskany
Bóg.

Znajomy nieznajomy
Witaj
znajomy Nieznajomy,
w szary,nieprzytulny ranek.
Znajomy,
ze wspólnej zieleni traw
przy drodze,
leśnych polanek,
złotych irysów zagubionych w stawie.
Nieznajomy,
życie biegło bez ciebie.
Wiec żegnaj
znajowy Nieznajomy,
choć ranek dzisiaj szary
i nieprzytulny.


Pod jabłonią
Siądż
przy mnie
pod jabłonią rosochatą,
pomilczymy o wiosnach,
co pachniały nam odmiennie,
o latach gorących
jak miłość,
o nie napisanych listach.
Umówimy się znów
pod jabłonią,
na spotkanie,
którego nie będzie.

Jesień
Jabłka,jabłka,jabłka
zaścielaja trawy,
kuszą kolorami,
oszałamiają winnym aromatem.
Czerwone jak płomień
warkocze dzikiego wina
wspinaja się po białych tynkach.
Wpłatany w goszcz winorośli powojnik,
spóżnionym błysnął fioletem.
Niesiona sennym wiatrem
płynę z nicią pajęczą,
w drgającej złociście przestrzeni.

Obraz w lustrze
W
biel porcelitowej misy,
ciepły strumień spłukuje z rąk
mydlana pianę.
W lustrze,okno
z podniesionym żaluzjami,
kawałek dachu z dziurawą rynną,
ściana tynku powiazana suchymi
pnączami winorośli
i posiwiały od rosy trawnik.
Wśród niezliczonych nagich gałezi,
rubinowo płoną zapomniane jabłka.

Mgła
Na
pola opadła mgła.
Na twarze w makijażu
i wrony kraczą,
mgła.
Na ręce splecione,
oodechy pośpieszne,
mokra,lepiaca sie mgła.
Smutne,
bezbarwne obrazy,
zwalniaja serca rytm.
Za dzień,za dwa,
za jakis czas,
słońce zapłonie w szarości,
łza rosą zabłyśnie
i serce zabije,
świetliście rozedrga się
mgła.

Zza firanki
Zza
firanki wyjrzał świt
opleciony siecią woni,
rozłozył na ścianach
seledynowe,drżące cienie,
potrząsnął rozkwieconym
drzewem wiśni
i rosistym prysznicem
rozbudził dzień.

Fiołki i lipy
Zgubił
kwiecień
fiołki w trawie,
w kroplach rosy,
chłodnym cieniu.
Zadumały
sie liliowo,
falowały zapachami,
które wiatr jak pajączynę
upinał między drzewami.
W
alei lipy ciekawe
szepnęly zdumione:
ktoś rozpiął wśród gałęzi
firanki fiołkowe.
Zastygły
jak żony Lota,
stopami w ziemę wrosły,
zakwitły jak motyle,
zapachniały miodnie.

Deszczowe marzenia
Listopadowy
deszcz
po ścieżkach się włóczy,
wiatrem zawodzi.
Przygnebiony
na smutnych ławkach w
w parku przysiada.
Chciałby kochać majowo,
kipieć szczęściem zielonym
i szeptać liściom głupstwa szalone,
deszcz listopadowy.
* * *
Drzewa
kołyszą sie do snu,
rzucone wiatrem liście
więdną
w siwej wilgotnej trawie.
Dłoniaste klony
układają barwne mozaiki.
Chodzę wśród nich zamyślona,
szeleszczac
niespełnionymi marzeniami.

Niepowodzenie
Napisałabym
wiersz,słowami-
gorejącymi
by zapłonął szkarłatem,
duszę ogniem roziskrzył.
Obojętność zmroziła słowa,
opadły jak liście.

Muszla
Patrz!
Muszla usneła na piasku.
Pienista fala ułzyła ja troskliwie.
Ostrożnie pochyl się,
tak niewielu nas wzrusza.
Stopy w sznurowanych trzewikach
Droga
wiła się czarnym asfaltem,
połyskującym wilgotnymi oczami kałuż.
Stopy w sznurowanych trzewikach
depczą
opadłe liście,
kruche gałązki,
szeleszczące kamyki.
Stąpaja ostrożnie,
ale i tak potykaja się
o niewidoczne wykroty.
Blade słońce
wyzłociło
zamglony dzień.
Stopy w sznurowanych trzewikach
podążaja przed siebie.
Na niewymierny ułamek czasu,
serce staneło zamyślone.
Zakołysało się wokół,
poszarzało,
postraszniało.
Stopy w sznurowanych trzewikach
straciły pewność siebie.
Jeszcze pare kroków,
kilka oddechów,
klucz wolno obraca się w zamku,
nie moich drzwi.

Marzenia
Nie
myśleli,
nowe życie
darowali światu,
okruszynę w bezmiar rzucili,
pili za bogactwo,
marzenia
utoneły w zapomnieniu.

Kołysanka dla serca
Śpij
serce
choć ogień ponizenia
osmalił mi skrzydła,
obojętność
ścieła chłodem
zarómienione ciepło
i Anioł Śmierci
unióśł do nieba pierwiosnek.
Ty serce spij.

Ostrożność
Ostrożnie
niosę serce moje,
jak puchar z kryształu.
Omijam
ognie namiętności
mroczne zakamarki
nieżyczliwych cieni
i ścieżki do nieba umarłych kwiatów
omijam.
Jak puchar z kryształu
ostrożnie niosę serce moje.

Zwątpienie
Ty,który
wszystko wiesz,
nie chcę Cię dziś niepokoić.
Zwątpienie
mackami
serce opasało
sącząc w duszę
lęk i mrok.
Osamotniona
nie rozerwę
niewolacych pęt,
choć w Ciebie
utkwiony mam wzrok.
Nie chcę Cie dzis niepokoić
Ty,który wszystko wiesz.

Do ciebie
Modle
się szelestem liści o świtaniu,
wyliczanka kukułki w ogrodzie,
ozywczym deszczem w upale,
weselną wędrówką winniczka
i przekomarzaniem się szpaków
wijacych gniazdo.
Pełno tu modlitwy bez słów.

Kaczeńce
Zatłoczone
arterie wielkich miast,
grzmot odrzutowców,
pisk opon.
Drżę wśród chłodu nowoczesności,
surowości światyń.
Uciekam w ciszę tataraków,
wpatruję w złote oczy knieci.
Panie na Wszechświecie,
czy kochasz kaczeńce.

Ponieważ autorka tomiku "Niepokój do wynajęcia" znów pisze do szuflady
i obiecuje,że zbierze dotychczasowe wiersze sądzę,że
będzie można je na niniejszej stronie opublikować.
Czekamy !

Radziejów; 22-29.08.2009 roku oglądanie zdjęć






Zygmunt
Dmochowski(kujawy2008)
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
Cześć Radziejowianie! Chcę Wam coś napisać, ale będzie dość długie. Jest to wspomnienie z tomiku " Wspomnienia Gośliniaków - ulica dworcowa Genowefa Bazyli." Moje wspomnienia sięgają lat z przed ostatnie wojny. Dotyczą nie tylko zdarzeń ale i przyrody. Murowana Goślina była kiedyś piękną zieloną mieściną, gdzie przy kamieniczne ogródki tonęły w kwitach. Wiem. że kiedy wybudowano nasz dom, sadzono kwiaty. Pamiętam
wielkie kielichy różowych i białych mieczyków.
Pamiętam, jak na górce piachu, służącego
do budowy, sadziłam kaczeńce, jaskry różowe postrzępione
firletki i zalewałam
się łzami, bo zerwane na podmokłych łąkach kwiaty, szybko więdły. Rosłam zauroczona przyrodą. Bo też od mojego domu rozciągały się łąki kwitnące od wiosny, a latem pachnące sianem. Pola wszelakich zbóż upstrzone makami. modrakami, rumiankami i kąkolami, w których rogate kielichy zaglądałam ze strachem, że zobaczę diabła. Wśród tych łanów wiła się polna droga wyciśnięta kołami chłopskich wozów. Po prawej stronie biegła ciężka uklepana gołymi stopami ludzi idących do pobliskiej wsi Boduszewo. ![]() (Boduszewo, wieś przy drodze z Murowanej Gośliny do Zielonki, zawsze funkcjonowało w ramach większych majątków ziemskich. W średniowieczu, z uwagi na to, że jedynymi pisarzami byli Niemcy lub księża władający łaciną, nazwę wsi pisano fonetycznie: Bodussewo lub Bodussowo (z niemieckim ss). Pierwsze pisemne wzmianki o Boduszewie pochodzą z Ksiąg Ziemskich z 1411 roku, kiedy to 2 października Jan Pawłowski złożył listy "rez." (rezydencyjne?) ![]() Chodziłam
wśród zbóż wyższych
ode
mnie pełnych ognistych maków, niebieskich
chabrów,
białych rumianków i rogatych kąkoli , w których
kielichy zaglądałam żeby
zobaczyć diabła , jak mówiły kobiety na wsi.
Wśród tych łanów wiła się
polna droga wyciśnięta kołami chłopskich wozów. Po prawej
strony drogi była
ścieżka wydeptana bosymi stopami ludzi idących do kościoła, nakładało
się je
dopiero przed kościołem. Uwielbiałam chodzić tą ścieżką. Nieraz bose
stopy niosły
mnie daleko bo zapatrzona w horyzont koniecznie chciałam tam dojść. Do
domu
zawsze sprowadzał mnie pan Kubera, mieszkający niedaleko nas.
Nie wiem
czy jeszcze ktoś pana Kuberę pamięta? ![]()
Pamiętam sierpień 1939 roku. Ciotka przywiozła mi z Częstochowy
różaniec.
Piękny, niebieski i taki trochę mniejszy dla dzieci. Ubrana w haftowaną
białą
sukienkę i buciki od kościoła z różańcem w
haftowanej torebce
maszerowałam z ciotką do kościoła. Szłam brukowaną ładownią, teraz
ulicą
Kolejową do dworca a potem aleją lipową na rynek. Drzewa
wydawały się bardzo
wysokie. Zadzierałam głowę, żeby zobaczyć niebieską drogę między
konarami. Wyobrażałam
sobie jak idę cała haftowana po tej cudnej drodze. Dużo
później napisałam
wiersz inspirowany tą właśnie drogą.
"Fiołki
i lipy"
Potem
był wrzesień, ucieczka, naloty, dramat rozgrywający się sześć lat. Ale
to już
całkiem inna historia.
A lipy? Stareńkie, poddane zabiegom resekcji starych konarów, stoją po dziś dzień i w lipcu pachną miodem. Genowefa
Bazyli
"W cieniu goślińskich lip".
=============================================================== A może warto w całości ten tomik wspomnień opublikować. Karol Szmagalski |




Nie lubię zmierzchu choć samo słowo zawiera w sobie tajemniczość jest pełne szeptów i sekretów.
Nie lubię zmierzchu bo wraz z jego pojawieniem się znika jasność dnia. A ja lubię jasność.
Bywa jednak czasem zmierzch nadzwyczajny.
Pamiętam,
słońce rąbkiem jeszcze wyglądało znad horyzontu. Niebo przybrało
czerwonozłotą
barwę.
Mgła co właśnie wstała z nad gór i dolin, zaróżowiła się złoto, kryjąc świetlistym całunem zasypiającą ziemię.
Stopniowo różowość przybrała barwę szarej perły, wreszcie aksamitnego granaty nocy.
Wtedy , na krótką a może dłużą chwilę straciłam siebie.
Byłam
kropelką mgły, maleńką cząsteczką wszechświata.
Genowefa Bazyli 2003 rok
===============================================


